Pytanie o rentowność blogowania powraca w debacie publicznej z regularnością godną lepszej sprawy. Przez lata obserwowaliśmy ewolucję internetowych zapisków: od prymitywnych pamiętników, przez rozbudowane serwisy eksperckie, aż po dzisiejsze hybrydy łączące tekst z multimediami. Wiele osób, patrząc na dominację krótkich form wideo, zakłada, że słowo pisane odchodzi do lamusa. To błąd wynikający z powierzchownej obserwacji mechanizmów rządzących siecią. Tekst pozostaje fundamentem wyszukiwarek, a co za tym idzie – najtrwalszym nośnikiem wartościowej treści, która generuje realny pieniądz.
Zarabianie na blogu przestało być kwestią przypadku czy szczęścia. Dzisiaj to czysta rzemieślnicza praca nad strukturą, merytoryką i dystrybucją treści. Mechanizmy monetyzacji stały się bardziej wyrafinowane niż dekadę temu, kiedy wystarczyło wkleić kilka banerów reklamowych, by cieszyć się wpływami. Obecnie blog to centrum operacyjne, wokół którego buduje się zaufanie odbiorcy, a następnie przekuwa je w konkretne produkty lub usługi.